15 stycznia 2005
SPACERUJĄC PO MELBOURNE (3)
Dziś Pan Janusz opowie nam o Mateuszu Flindersie, Mordowni Cwaniaka oraz okoniach i leszczach tachanych przez Flinders Street.......
SPACERUJAC PO MELBOURNE - ODCINEK 3
Podobnie jak ulica Collinsa, Flinders Street biegnie ze wschodu na zachód (czy vice versa), więc jest do naszej “głównej” ulicy równoległa. Trzeba również z naciskiem podkreslić, iż właśnie Flinders Street uwazać można za najstarszą ulicę miasta, jako że w tym rejonie koncentrowało się życie dzisiejszej metropolii w starodawnych, przyjmujac oczywiście australijskie kryteria, czasach.
Nazwę swą bohaterka niniejszej opowieści zawdziecza panu kapitanowi Mateuszowi Flindersowi, któremu z kolei Australia zawdzięcza literalnie wszystko, bowiem nazwę! Gdyby nie on, mieszkalibyśmy nie w Australii, ale na przykład w kraju o nazwie Wybrzeże Kości Strusiowej lub Kangurolandia. Pan Mateusz był pierwszym, który konsekwentnie i z uporem nazywał Australię Australią, a czynił to na kartach swego pamietnika czy, zgrabniej byłoby powiedzieć dziennika okretowego. Trzeba bowiem drogim czytelnikom wiedzieć, iż Matthews Flinders był oficerem Królewskiej Marynarki Wojennej, a w swioch czasach uchodził ponadto za jednego z najwybitniejszych w świecie kartografów i nawigatorów. Gdy w roku 1814 Flinders opublikował swoją ostatnią książkę (używając w niej, jak łatwo się domysleć, terminu “Australia” wielokrotnie) wymyślony przez niego neologizm przyjał się na dobre. Mimo takiej i innych zasług, rzad brytyjski dość bezceremonialnie potraktował rodzinę Flindersa. Gdy ten zasnął na wieki, bezduszni urzędasy nie wypłacali wdowie po Mateuszu ani złamanego wdowiego grosza, a taka wysoce nieprzyzwoita sytuacja trwała prawie 40 lat. Dopiero w 1853 roku rządy Wiktorii i Nowej Południowej Walii poczeły wpłacać na konto wdowy wcale okragłą sumkę wynosząca 100 funtów rocznie. Szkopuł w tym, że wdowa w owym czasie już nie żyła, wobec czego pieniądze zaczęto wypłacać pani Petrie, córce Flindersów, a ta przeznaczała je na kształcenie syna. Wnuk okazał się wart swego dziadka, a wnukiem tym był Sir William Matthew Flinders Petrie- profesor, wybitny egiptolog. W Melbourne pamięta się go przede wszystkim jako hojnego ofiarodawcę bardzo cennych papierów i dokumentów swego dziadka, które Sir William przekazał Wiktoriańskiej Bibliotece Publicznej.
Jak już wspomniałem, uliczka Flindersa była świadkiem najdawniejszej historii naszego miasta, chocby ze względu na swe szczęsliwe położenie w najbliższym sąsiedztwie rzeki Yarry, na której koncentrowało się życie w latach pionierskich. Na stałym lądzie także działo się wiele interesujących spraw. Nigdzie indziej, a właśnie na północno-wschodnim rogu ulicy Flindersa i Spencera (jakbyśmy dziś zlokalizowali owo miejsce), zasiano w 1835 roku pierwszą pszenicę. Łany wzeszły, ma się rozumieć, ogromne.
Dwie pierwsze parcele, jakie kiedykolwiek sprzedano w Melbourne, leżały naturalnie przy Flinders Street. Zakupił je John Pascoe Fawkner płacąc za nie odpowiednio 32 i 25 funtów. Pierwszy blok ziemi leżał na rogu z dzisiejszą King Street, drugi zaś obok, w stronę William Street. Przy okazji najbliższego spaceru (a pogoda coraz bardziej sprzyja) proszę sobie te parcele zlokalizowac i podumać ile dziś byłyby warte.
Na tej drugiej parceli niejaki Henryk Leigh otworzył pierwszą przy Flinders Street gospodę, którą nazwał po prostu “Melbourne”, a którą póżniej przejeła kompania o nazwie Royal Highlander, czyli mówiąc prościej Królewski Szkot. Lokal ten był permanentnie zalewany falą powodziową, przeto nic dziwnego, że jeden z właścicieli, pan Shanks, zdenerwowany kolejną powodzią uruchomił dla swych gości serwis promowy. Łodzią do pubu na piwko - jak sie to Panom Czytelnikom podoba? Dziś stary hotel-gospoda nie istnieje, a pamięć po nim kultywuje uliczka o nazwie Highlander Lane.
Parcelę numer 8 kupił sam Johan Batman i natychmiast zbudował na niej lokal konkurencyjny dla gospody Fawknera, którą zazdrosny Batman nazywał złośliwie “Mordownią Cwaniaka”. Inny budynek zbudowany na tej parceli przez Batmana przeznaczono na więzienie z odziałem kobiecym na piętrze. Batmana (o którym wspominam w pierwszym odcinku) uwiecznia tablica wmurowana w fasadę budynku stojącego na rogu ulic Flindersa i Williama, na której widnieje słynny cytat “This will be the place for a village”, dzięki któremu pana B. do dziś uważa się za założyciela miasta Melbourne.
Jednym z najważniejszych obiektów w dawnych czasach był Custom House, czyli Urząd Celny. Miejsce dla tej bardzo ważnej instytucji zaznaczono już na orginalnym planie miasta, a pierwszy budynek Komory Celnej wzniesiono w 1841 roku. Trzydzieści lat póżniej budynek gruntownie przebudowano powiększając wydatnie ogólną jego kubaturę. Mówi się głośno, że architekci i projektanci Knight, Kemp i Kerr wkomponowali fragmenty ścian poprzedniej budowli - zaprojektowanej nota bene w duchu Regencji przez samego Roberta Russella - w struktury wznoszące się przy Flinders Street do dzisiaj. Nas zachwyca przede wszystkim pełna szyku, elegancji i symetrii fasada budynku oraz wyjątkowej piękności ogrodzenie zbudowane z kamienia i żelaznych prętów. W roku 1968 Urząd Celny przeniósł się do wieżowca na przeciwnym rogu ulic Flindersa i Williama, dawny Custom House wziął w posiadanie Parlament Związku Australijskiego oraz Natonal Trust - organizacja klasyfikująca australijskie zabytki. Siedem lat temu (w roku 1984) Urząd celny znów się przeprowadził, tym razem do imponującego World Trade Center tuż nad Yarrą. Na jak długo, kto wie?
Przy ulicy Flindersa znajdują się dwie stacje kolejowe Flinders Street Station i Princes Bridge Station oraz olbrzymich rozmiarów stacja rozrzędowa czy przetaczalnia wagonów, jak kto woli. Przed rokiem 1854, gdy Flinders Street Station jeszcze nie istniała, cały ten obszar porośnięty był wysoką trawą, pośród której wydeptywali scieżki powracajacy z udanych zwykle połowów wędkarze taszczący taaaakie ryby - najczęsciej okonie i leszcze. Potem wybudowano stacje i ruszyły pierwsze pociągi, a pierwszy nalezał do kompanii Hobson’s Bay, która użyczyła swej nazwy także hotelowi na rogu Elizabeth Street i Flinders Street. Był to ten hotel, który nieco póżniej znał każdy, nawet abstynent, pod nazwą Hosie’s - od nazwiska Szkota, Jakuba Hosiego. Hotel, wielokrotnie przerabiany i modernizowany, czynny jest do dziś.
Blisko owego miejsca, w roku 1897 wybuchł jeden z największych w dziejach miasta pożarów, który strawił istotną część Flinders Street nie wyłączając słynnego i potem, bo odbudowanego “Mutual Stores”. Mieściły się tam w latach trzydziestych naszego stulecia pierwsze w Melbourne delikatesy. Nikt oczywiście nie nazywał sklepu tak bardzo “etnicznym” terminem, używano raczej określenia Food Hall czy coś w tym rodzaju. Specialite de la maison “Mutual Stores” były słynne i w Europie koszyki piknikowe z indykiem na zimno, szynkami wędzonymi domowym sposobem czy importowanymi z Włoch, Szwajcarii i Francji serami. Sławą zasłużoną cieszył się także skład porcelany z wyrobami najsłynniejszych firm świata, głównie brytyjskich, z Wedgwoodem na czele. Inną, nie mniej sławną instytusją handlową przy Flinders Street był nie istniejący już dziś sklep “Ball & Welsh”.
O innych, istniejących wciąż i bardzo ważnych instytucjach znajdujących się przy ulicy kapitana Mateusza Flindersa opowiem następnym razem.
Janusz N.Filipczak
*) Prawa Autorskie Zastrzeżone. Przedruk całości lub części artykułu jest prawnie zabroniony bez pisemnej zgody autora. Janusz Norbert Filipczak.
